
Mijają cztery lata od śmierci prof. Mariana Zembali. Czas płynie, codzienność toczy się dalej — a jednak dla przyjaciół, pacjentów, bliskich oraz Fundacji Jego imienia ten fakt wciąż pozostaje trudny do przyjęcia. Nie ma w nas zgody ani akceptacji na tę stratę. Są za to pamięć, wdzięczność i poczucie dotkliwej nieobecności.
Profesor doskonale rozumiał, czym jest codzienność — ta wymagająca, bolesna, naznaczona cierpieniem, chorobą i niepokojem o drugiego człowieka. Pisał o niej w wierszu „Codzienność”, dedykowanym swoim Rodzicom. Słowa te dziś brzmią szczególnie mocno, bo opisują świat, w którym przyszło nam żyć po Jego odejściu — świat, w którym radość bywa przesłonięta tęsknotą, a nadzieja wystawiana na próbę.
A jednak Profesor przypominał nam także, że codzienność może być pogodna i budująca. Że wszystko zależy od tego, ile ciepła dodamy słowom i ile miłości oraz miłosierdzia włożymy w nasze uczynki. Tak właśnie żył. Tak leczył. Tak rozumiał relacje z ludźmi — pacjentami, współpracownikami, bliskimi.
Dla tysięcy pacjentów był nie tylko wybitnym lekarzem, ale przede wszystkim człowiekiem, który przywracał nadzieję. Dla przyjaciół — autorytetem i wsparciem. Dla Fundacji Jego imienia — trwałym zobowiązaniem, by wartości, które wyznawał, nie zniknęły wraz z Nim, lecz dalej kształtowały rzeczywistość.
Cztery lata później wciąż uczymy się tej codzienności bez Profesora. Trudnej, wymagającej. Ale jednocześnie staramy się, by była taka, jakiej nas uczył — oparta na empatii, odpowiedzialności i głębokim szacunku dla drugiego człowieka.
Pamięć trwa.
Wdzięczność nie słabnie.
A brak zgody na to odejście jest wyrazem miłości i znaczenia, jakie Profesor Marian Zembala pozostawił w naszych sercach.
